|
Lista utworów: 1. The Opening
2. Sorry, I'm Lost
3. Tears, Bones, and Desire
4. Terror Starts at Home
5. A Tale from the Northside
6. In Loving Memory
7. To Die For
8. Blood and Separation
9. Static
10. Embrace Skład zespołu: Joey Nelson - Screamed Vocals
Jeff Nelson - Lead Guitar
Kevin Stafford - Clean Vocals, Rhythm Guitar, Keyboards
Bryan Cash - Drums, Percussion
Randy Barnes - Bass |
BENEATH THE SKY - "In Loving Memory" Victory Records 2010 Gatunek: Metalcore
Strona internetowa: www.myspace.com/beneaththesky
Czas trwania: 41:52
Kraj: USA
Prawdopodobnie niektórych wkurwia już totalnie fakt, iż ostatnimi czasy przeżywamy na Metal Centre prawdziwy zalew fali nowomodnego metalcoru i recenzji płyt w tych klimatach. Nic nie poradzę, że dobrych, a często wręcz genialnych CDków spod tego znaku wychodzi na nasz rynek muzyczny coraz więcej. I pewnie, że znajdzie się wśród tych setek płyt kilkanaście totalnych badziew, oraz kilkanaście po prostu nijakich...ale trudno - szukamy perełek. Dziś na celownik biorę nowy wytwór chłopaków z BENEATH THE SKY "In Loving Memory".
Dżwięki BTS poznałem po premierze ich wcześniejszego długograja "What Demons do to Saints", który dotarł do mnie z łatwością, dzięki ciekawemu wokalowi, który przypominał bardziej skrzek, niż typowy 'corowy growl i krzyk. Kilka porządnych hitów i refreny wciskające w fotel - tak było wtedy. Jak jest teraz? Hehe, nie zniżyli poziomu, a może wręcz go podnieśli.
Już od samego początku słyszymy bardzo dobre intro przechodzące płynnie w "Sorry, I'm Lost" (który jest chyba najlepszym numerem na płycie). Teksty oscylują w dość ogranej tematyce kontekstu "your god is dead", tutaj żadnych niespodzianek. Instrumentalnie i kompozycyjnie czuć ducha starych dokonań KILLSWITCH ENGAGE, szczególnie w melodyjnych refrenach. Wokalista poprawił swoje umiejętności czystych partii od ostatniego albumu, co wychodzi im bardzo na plus. Na "In Loving Memory" ogólnie jest mniej "rozpierdolu" niż na poprzedniczce - całość jest bardziej stonowana i przemyślana. Może to przychodzi z wiekiem, a może z lekkiego zmęczenia i wypalenia ciągłym krzykiem, bez większej ilości melodii...ciężko jednoznacznie ocenić. Oczywiście pełno dobrych riffów, głęboko zakorzenionych w szwedzkiej klasyce melodic death metalu (np: "Tears, bones & Desire"). Praca perkusji to raczej typowa i niezbyt rozbudowana łupanka (ale w końcu to kochamy, nie?) choć przyznam, że miło by było posłuchać bardziej urozmaiconych patentów. Brzmienie dopicowane na maksa, nic raczej nie razi w ucho. Tytułowy kawałek brzmi jak połączenie najlepszych rzeczy w ALL THAT REMAINS i HASTE THE DAY - szybko, brutalnie, a jednocześnie w refrenie melodyjnie i epicko. Utwory na płycie są napisane bardzo umiejętnie - została zachowana idealna proporcja "darcia mordy" i czystych wokalnie momentów. Całość pełna motoryki i szybkości - perfecto do samochodu.
Polecam każdemu, kto lubi dobry, melodyjny metalcore wzorowany na klasyce gatunku i nie zapominający o swoich korzeniach. Jak na razie jedna z najbardziej obiecujących propozycji płytowych w tych klimatach tego roku. Fani starego KSE mogą już sikać po gaciach z radości.
|