STRADLIN, IZZY „And The Ju Ju Hounds”

Zaczyna się od kapitalnego Somebody Knockin', które swego czasu rozbrzmiewało w moich głośnikach niemal na okrągło. To świetny, prawdziwie rockowy numer, bez wątpienia silnie inspirowany Rolling Stones, a w szczególności Keithem Richardsem, który dla Izzy'ego Stradlina jest niemal bogiem. Stonesów słychać zresztą na całym praktycznie albumie. Stradlin jednak nic nie robi sobie z tego, że niektórzy recenzenci zarzucają mu kopiowanie brzmienia mistrzów. Otwarcie przyznaje się do swoich fascynacji i olewczo odpowiada, że po prostu kocha taką muzykę. I słusznie, będzie sobie chłopak głowę zawracał…

Zaskoczeniem formalnym może być Pressure Drop, gdzie po dynamicznej, punkowej niemal, części głównej następuje końcówka w postaci pulsującego reggae patentu. To jeszcze jedna fascynacja Stradlina. Time Gone By z kolei to wyraźne nawiązanie do Stonesów z czasów płyty Sticky Fingers – mocno amerykańskie granie ze slidem włącznie, prawie akustyczne. Shuffle It All rozpoczyna partia basu, która przy odrobinie wysiłku przywodzić może na myśl początek Walk On Wild Side Lou Reeda, aby za chwilę przerodzić się w numer jakby żywcem wyjęty z wydanego dwa lata wcześniej debiutu Black Crowes Shake Your Money Maker – mamy zatem do czynienia z prawdziwym bluesrockowym graniem. (Nie bez znaczenia pozostaje fakt, że kilka lat później Stradlinowi zdarzyło się kilka razy pogrywać z Chrisem Robinsonem, wokalistą rzeczonej formacji – widać panowie mają te same korzenie). Za sprawą Bucket O'Trouble Izzy ponownie przywołuje punkowe inspiracje. Train Tracks raz jeszcze zabierają słuchacza w podróż 30 lat wstecz, kiedy duuuużo młodszy Mick Jagger popylał po scenie, a nieco mniej niż teraz wysuszony Richards dzielnie mu wtórował. Jest więc rhythm'n'bluesowo i bardzo amerykańsko. Następny kawałek, How Will It Go zdradza niewielkie wpływy country pomieszanego ze stonesową tradycją wywodzącą się wprost od czarnych bluesowych mistrzów, czyli galimatias niejaki… Cuttin' The Rug to amerykańskie granie aż do bólu, tym razem jednak odrobinę nowocześniejsze, kojarzące się ze Springsteenem albo… ZZ Top! W Take A Look At The Guy znów odzywają się Stonesi – w tym wypadku z okresu Exile On Main St. – a także wyraźnie słychać fascynację Keithem Richardsem. Za sprawą Come On Now Inside Stradlin oddaje hołd Muddy'emu Watersowi, którego duch niewątpliwie unosi się nad tym nagraniem. Oczywiście obecni są również Stonesi.

Debiut Izzy Stradlin And The Ju Ju Hounds to świetna płyta dla każdego, kto podobnie jak eks-gitarzysta Guns N'Roses ubóstwia wręcz bluesrockowe granie spod znaku Jaggera i spółki, ale też lubi po prostu taką stylistykę luźnego, niezobowiązującego, radosnego muzykowania. Jeśli komuś nie przeszkadzają ewidentne wpływy i zapożyczenia, jakich tu nie brakuje, powinien natychmiast sięgnąć po ten album, który jest dowodem na to, że Stradlin jako kompozytor sprawdza się znakomicie (nic dziwnego, że to on był odpowiedzialny za większość repertuaru G N'R).

Nagrany szybko po odejściu Stradlina z G N'R album wyznaczył drogę muzyka na wiele następnych lat i chociaż nagrał on jeszcze kilka płyt, to żadna – według mnie – nie dorównuje świeżemu podejściu Izzy Stradlin And The Ju Ju Hounds. O sile omawianej płyty świadczy ponadto skład, jaki ją nagrał. Obok bowiem pomysłodawcy znaleźli się tu Rick Richards (były gitarzysta bluesrockowego Georgia Sattelites), basista Jimmy Ashurts (kiedyś Broken Homes) oraz perkusista wcześniej współpracujący m.in. z Bobem Dylanem, Charlie Quintana. Dodatkowo w sesji wziął udział sam Ron Wood z wiadomego zespołu, co przecież o czymś świadczy…

ocena: 5/5

Powrót do góry