MALEFICE „Dawn of reprisal”

MALEFICE „Dawn of reprisal” - okładka
Kraj: Anglia
Gatunek: technical metalcore/melodic death metal
Strona zespołu: www.myspace.com/malefice
Dobre utwory: End of days, Abandon hope
Długość albumu: 42:09



No nareszcie drugi krążek brytoli. Warto było czekać? No pewno, z tym, że w muzyce MALEFICE nastąpiła mała rewolucja. A jaka? Już spieszę z odpowiedzią. Otóż na debiucie Brytyjczycy prezentowali brutalny i podsycony mega dużą dawką melodii metalcore który o dziwo nie był ani zrzyną z dokonań innych zespołów, ale również nie jawił się jako novum. Ot po prostu, coś ciekawego aczkolwiek nie dla wszystkich spragnionych łojenia misiów. Debiut przypadł mi do gustu a to za sprawą fenomenalnych wokali, niesamowitej techniki (rytmika !!), oraz wielu często kompletnie nieszablonowych jak na sam metalcore pomysłów. Po prostu mówiąc kolokwialnie, Entities było strzałem w mordę, bezlitosnym ciosem… który wspominam mile, ale nie wracam do niego za często…

Nowy album przyniósł kilka zmian. Po pierwsze zrezygnowano z ultra brutalnych numerów na rzecz konkretnego i melodyjnego death metalu który nie raz kieruje się w stronę groove niźli samego death, no ale co tam. Jak na tak dobrych instrumentalistów przystało po raz kolejny chylę czoła przed umiejętnościami, po raz kolejny chwaląc perkusistę który wymyśla miażdżące rytmy, o breakdownach już nawet nie wspominając. Riffów jak na debiucie, co nie miara, można wręcz przebierać, od szybkich typowo metalcore'owych, przez mocarne i utrzymane w średnim tempie łamacze karków a na brutalnych ostrych jak żyle i podsyconych blastem kończąc. Tu i ówdzie znalazło się trochę miejsca na nastrój i chwytliwą melodyjkę (taką przyjemniejszą ot, co he,he), aczkolwiek tych momentów na szczęście jest mało. Poza tym 90% tego materiału to mocny kopniak w metalowy zadek ha,ha.

Mówiłem o rewolucji. Ano tak, albowiem mniej tutaj czystego metalcore'a tak jak na Entities, i w przeciwieństwie do poprzedniczki album promuje najmniej metalcore'owy utwór co mnie osobiście bardzo cieszy. Zresztą mówiłem to już nie jednokrotnie, większość tego typu grup, nawet CALIBAN (!) odcina się (bynajmniej w wypowiedziach) od sceny metalcore, coraz częściej mówiąc o sobie jako o zespołach metalowych. Zwał to jak zwał, liczy się muzyka. Brytole pokazali, iż jak chcą to potrafią, niezależnie czy to nowoczesny heavy, death metal czy metalcore, każdy znajdzie coś dla siebie. Wracając do Dawn of reprisal, na uwagę zasługują solówki które o ile na debiucie nie były aż tak wyeksponowane oraz tak dopracowane tym razem po prostu są idealne. Wręcz genialne.

Hah co ciekawe, choć rzadko zwracam na to uwagę, poprawiły się liryki. Co prawda koncept tekstowy nadal tyczy się uczuć, wewnętrznych problemów i tym podobnych (czyli zajebiście typowych rzeczy), ale nie ukrywam, iż na Dawn of reprisal teksty są jakby bardziej osobiste i życiowe, o ile w ogóle ktoś jeszcze na to zwraca uwagę he,he. Dodatkowo po raz kolejny cały zespół jak i poszczególne instrumentu brzmią po prostu wspaniale. Selektywność oraz moc bijąca z głośników uderza z wielką mocą. Tue Madsen nie maczał w tym palców a mimo to, płytka brzmi znakomicie. Życzę i sobie jak i wam więcej takich albumów, może nie zmieniających muzycznego świata, ale zdecydowanie umilających szarą codzienność.

ocena: 8/10

Lista utworów

1. The Midas Effect 03:48
2. Abandon Hope 04:04
3. An Architect Of Your Demise 04:13
4. End Of Days 04:16
5. Human Portrait 03:35
6. As I Bleed 04:54
7. When Embers Ignite 03:21
8. Retribution 04:34
9. Hatred Justified 05:02
10. Sickened 04:22
Total playing time 42:09

Skład

Dale Butler – Vocals
Alex Vuskans – Guitar
Ben Symons – Guitar
Craig Thomas – Drums
Thomas Hynes – Bass

Powrót do góry