WATERSHED „Unreflective Interest In Action – Demo”

WATERSHED „Unreflective Interest In Action - Demo” - okładka


Myślę, że przed zapoznaniem się z tą recenzją powinieneś przeczytać dwie poprzednie: Watershed: “Still Waters Run Deep” I “Derived From Emotion”. Nie widzę sensu powtarzania się.

Dla posiadaczy niniejszej wersji mam na wstępie do przekazania coś optymistycznego. Trzymacie w rkach białego kruk, gdyż mam nadzieję, że prędko Watershed zmontuje dla nas zgodnie ze swymi zapowiedziami nową wersję tego demo, więc kiedyś może na jakiejś aukcji weźmiecie za to dużą sumkę.

Nie jest dobrze. Oj gitarki za cicho lub też wokal za głośno! Znikł przester z basu! Werbel chyba przy cicho! Czy aby na pewno z tym zamierzają wejść muzycy Watershed w XXI wiek?

Co na plus trzeba przyznać, bardzo fajnie gada werbel, tomki już są jednak tępe i w ogóle są jak dla mnie za cicho. Drugie wokale porobione niedbale. I za głośno, skoro już na zostawienie takich zdecydowali się muzycy. Niby dzieje się tu dużo, ale materiał czeka solidny re-mix. Zresztą w wywiadzie udzielonym mi Artur, wokalista Watershed zasygnalizował plan podjęcia takowych działań.

Trochę mi ta płytka przypomina dokonania Screaming Trees, ale to dość odległe skojarzenie. Jeśli znacie poprzednie demka zespołu, to sami dojdziecie chyba do wniosku, że ten materiał jakoś wyszedł muzykom najsłabszy. Gdyby to był sport, to rzekłbym, że Watershed przeszło koło meczu. Zastanawiam się nad przyczynami. Czy to zapis jakiejś pauzy twórczej? Zapis kłopotów w kreacji? Nieczytelny interface stołu mikserskiego? A może po prostu realizator jest wokalistą i nie odstał z tym materiałem wystarczająco długo? Bardzo niewiele, moim zdaniem, pcha ten materiał do przodu, a za to zbyt spora ilość niedoróbek pociąga wstecz.. Muzyka tu jest jakaś bez jaja. Niby numery są urozmaicane, ale kładzie je nie tylko brzmienie. Niby zastosowano jakiś nowy stuff w studiu, ale ja tego nie kupię. Bo to mnie nie kopie.

Słuchając tej płyty mam często wrażenie, że podsłuchuję sąsiada za ścianą. Materiał nie ma świeżości i dynamiki. Perkusista gra tak, jakby był w trakcie Post Traumatic Stress Disorder (PTSD). A ja chcę go takiego jak na „Derived…”, gdzie tłukł po garach, jak po głowach złych recenzentów. W głosie Artura chciałbym usłyszeć żar, a nie jęki. Artek! Chcę byś był baaardzo zły i krzyczał, a nie zawodził, jasne? No i jeszcze jedna sprawa. Jeśli po dwóch przesłuchaniach jestem w stanie przegrać większość numerów tylko dlatego, że znam już skądś takie patenty i niczym mnie nie zaskakują, to nie jest dobrze. Lubię muzykę chłopaków z Watershed, ale uważam, że następne demko będzie dla nich bardzo ważne, bo będzie ich świadectwem prawdy, jaka jest prawdziwa wartość tej załogi. Chyba że faktycznie nowy mix wystarczy by mnie odczarować, ale na razie zapadam chyba w głęboki sen jak królewna Śnieżka… Gdybym miał postawić cenzurkę, to dałbym 3 -. Ot tyle, żeby przejść do następnej klasy. A tak fajnie zaczyna się ta płyta, tak klimatycznie. No może ocena jest surowa, ale, chłopaki, chcę słyszeć, jak gracie z pasją. Przed następną sesją nagraniową idźcie do domu, wyśpijcie się i wróćcie wypoczęci. Niech moc będzie z wami. I bez obrazy, bo życzę wam dobrze.

Lista utworów

void
tag
exile
pushing me

Powrót do góry