DEVILISH IMPRESSIONS – Wywiad z Quazarre

„Diabolicanos – Act III: Armageddon” to tytuł drugiego krążka tego wciąż mało znanego i często pomijanego w Polsce zespołu. Fakt, że DEVILISH IMPRESSIONS wydaje płyty dla angielskiej wytwórni sprawił, iż ekipa Quazarre'a bardziej rozpoznawalna jest na Zachodzie niż u nas. A szkoda, bo muzyka z nowego albumu (którego premiera w styczniu) jest naprawdę powalająca. I o ile większość opinii na temat debiutu była podzielona, o tyle nowe wydawnictwo powinno zamknąć gęby wszystkim malkontentom. Przed Wami Quazarre.

Witaj Quazarre. Co ciekawego u Ciebie słychać i u reszty zespołu?Wspominałeś, że jesteś teraz w U.K.?

Witaj! Ponieważ trochę się z odpowiedzią na ten wywiad spóźniłem w tej chwili miejsce naszego pobytu uległo zmianie Niedawno wróciliśmy z trasy po Ukrainie, gdzie po raz pierwszy występowaliśmy w charakterze headlinera. Koncerty w tamtej części Europy za każdym razem pompują w nas niesamowitą wręcz dawkę energii za sprawą wyjątkowo żywiołowej reakcji tamtejszej publiczności. Tak było na naszej pierwszej trasie po wschodnich rubieżach u boku MARDUK, na festiwalu, jaki zagraliśmy na Krymie tuż po zakończeniu sesji nagraniowej „Daibolicanos”, tak było także i teraz. To niewiarygodne, a zarazem cholernie budujące widzieć tych wszystkich ludzi będących dosłownie nierozerwalną częścią misterium, jakim niewątpliwie są koncerty metalowych zespołów.

Teraz chwilowo jesteśmy w Polsce, ładujemy baterie przed zapowiadającym się bardzo pracowicie kolejnym rokiem. Już niebawem ruszamy w kolejne trasy, tym razem po Europie Zachodniej u boku BEHEMOTH, później natomiast jako bezpośredni suport przed DISMEMBER po Anglii i Irlandii. Będzie się działo…

Jesteście chyba bardziej znanym i szanowanym zespołem na Zachodzie niż w Polsce. W polskiej prasie muzycznej wywiadów z Wami jak na lekarstwo, a tu proszę: Terrorizer plus utwór promujący na dołączonej do niego składance, Zero Tolerance… Jak myślisz co jest tego przyczyną? Odpowiada Wam taki stan

rzeczy?

Przyczyna jest bardzo prosta – do tej pory nie mamy oficjalnego przedstawiciela na terenie Kraju, zatem nie jest w interesie kogokolwiek z Polski promować zespół na rodzimych ziemiach. Wiem, może się to wydawać trochę dziwne, ale tak niestety jest. Wywiady są, ale – z powodu nadmienionego powyżej – w tych wiodących polskich magazynach DEVILISH IMPRESSIONS raczej nie uświadczysz. Oczywiście pracujemy nad tym, bowiem rynek polski, jak każdy inny z resztą, jest dla nas niezmiernie istotny.

Faktem jest, że jesteśmy bardziej rozpoznawalni za granicami Kraju, ponieważ tam właśnie zespół jest naprawdę mocno promowany, zarówno w mediach, jak i za sprawą licznych koncertów. Terrorizer, Zero Tolerance, Legacy, Metallian, Ancient Ceremonies, Metal Hammer – powszechnie wiadomo, iż jeśli chodzi o branżową prasę wszystkie te magazyny to absolutna czołówka. We wszystkich tych pismach ukazują się duże reklamy „Diabolicanos”, wywiady, numery na kompilacjach etc. W obliczu takiego stanu rzeczy nie może dziwić fakt większej popularności DEVILISH IMPRESSIONS poza granicami Kraju, wierzę jednak, że i na rodzimym poletku uda się nam wraz z nowym albumem wywołać sporo zamieszania.

Lada chwila światło dzienne ujrzy „Diabolicanos – Act III: Armageddon”, ja jednak chciałbym się jeszcze zatrzymać przy „Plurima Mortis Imago”. Z tego co wiem, były pewne kłopoty przy realizacji tego albumu? Jak to się wszystko przełożyło na jego późniejszy kształt?

Oj tak, dzięki pewnej nieomylnej osobie głównego „producenta” poprzedniej płyty wiele rzeczy zostało zwyczajnie zignorowanych, pominiętych, czy też dosłownie – spierdolonych. Nie chcę już za bardzo wnikać w szczegóły, dość powiedzieć, że cała ta sesja to był jakiś nieprzerwany ciąg mnożących się nieustannie problemów, jakie w efekcie ujemnie wpłynęły na ostateczny kształt „Plurima….” Nie życzyłbym jakiejkolwiek kapeli spotkać na swojej drodze kogoś, kto równie skutecznie potrafiłby dowieść braku swego profesjonalizmu. Ogromnie frustrujące jest to, że spod palców wspomnianej persony wyszły naprawdę dobre albumy, tym bardziej zatem za wysoce nieetyczne uważam fakt zwyczajnego „olania” debiutującego zespołu, jakim wówczas byliśmy. Nieważne, wierzę, że dla odmiany to tej właśnie osobie los pokaże kiedyś wielkiego „fuck’a”…

Jedyne co mi przeszkadza na Waszym debiucie to zbyt duszne brzmienie jak na takie granie. Nagrań poszczególnych instrumentów dokonywano w różnych miejscach, by całość poddać masteringowi w Hertz'u. Jak z perspektywy czasu

odniósłbyś się do sesji „Plurima Mortis Imago”? Po tych dwóch latach od jego premiery potrafiłbyś dostrzec jakieś jego wady?

Skomplikowany proces nagrań spowodowany był zmianą planów Arka Malczewskiego, to z nim bowiem w pierwotnym założeniu mieliśmy zarejestrować cały album. Wiadomo, że – jako dźwiękowiec BEHEMOTH – jego czas wolny dyktowany był, jest i pewnie będzie planami koncertowymi tegoż, nikt z nas nie miał więc jakichkolwiek do niego o to pretensji. To wspólnie z Arem ustaliliśmy później plan B, który – czego nikt oczywiście spodziewać się nie mógł – ostatecznie okazał się kompletnym niewypałem… Jasne, że potrafię dostrzec wady produkcyjne „Plurima…”, byłbym głupcem udając, że wszystko jest w najlepszym porządku. Co gorsza, każde z nas dostrzegało te błędy tuż po zapoznaniu się z końcowym efektem. Uwierz mi jednak, że cała ta sesja z przyczyn, o których wspominam powyżej, kosztowała nas tak dużo pieniędzy, czasu i nerwów, że nikt już w danej sytuacji nie był w stanie zrobić więcej, niż zostało uczynione. Tylko osoby będące wtajemniczone we wszelkie szczegóły wiedzą, jak wiele wszystkich nas to kosztowało i jak ogromna była i – mimo czasu, jaki upłynął od tamtych nagrań – wciąż jest frustrująca świadomość tego, że to przecież nie tak miało wyglądać, że oto wszystkie kompozycje, nad którymi pracowaliśmy przez czas tak długi zostały zwyczajnie z klimatu własnego obdarte za sprawą czyjejś ignorancji i nieszczerości. I tak byliśmy / jesteśmy cholernie zaskoczeni faktem, iż nawet w obliczu tak karygodnych wad produkcyjnych tak prasa, jak i fani docenili ten album, że mimo wszystko otworzył nam jako zespołowi tak wiele drzwi. Nadal bardzo lubimy tą płytę, bo bez fałszywej skromności uważamy, że znalazło się na niej sporo naprawdę ciekawej, dobrej muzy i mimo pewnych wad nadal polecać będziemy ludziom ten album, bo to przecież jakby nie było część historii DEVILISH IMPRESSIONS…

Nagrań na nowy materiał dokonano w olsztyńskim Sudio X. Miksy i wokale miały być nagrywane w Hendrixie jednakże do tego przedsięwzięcia nie doszło. Z jakich względów? Jak układała Wam się współpraca z Szymonem Czechem?

Hendrix Studio dosłownie na kilka miesięcy przed naszą sesją zmieniło właściciela, który w momencie, gdy dogadywaliśmy ostateczne szczegóły dosłownie na tydzień przed wejściem do studio stwierdził, że wcześniejsze ustalanie terminu nie było fizycznym terminu tego potwierdzeniem! Przyzwyczajeni do faktu, że przecież żadna z sesji DEVILISH IMPRESSIONS w spokoju przebiec nie może kombinowaliśmy na różne sposoby, by w końcu pozostać i zrobić całą resztę również w Studio X. W tym momencie mega podziękowania dla Marcina i Szymona za wyrozumiałość i przedłużenie naszej sesji, nie była to bowiem w danej chwili rzecz łatwa Co do samej współpracy – jedno jest tylko słowo: była ona po prostu genialna!!! Zarówno Marcin, jak i Szymon dysponują nie tylko odpowiednią wiedzą i umiejętnościami, ale też niewątpliwym talentem oraz wyjątkowo zajebistym podejściem do każdego z nagrywających u nich zespołów. Myślę, że to przed Studio X właśnie świetlana leży przyszłość! Tak wspaniałej atmosfery podczas nagrań życzyłbym każdemu zespołowi. Już teraz wiemy, że to w murach Studio X powstanie następny album DEVILISH IMPRESSIONS.

Całość została poddana masteringowi w niemieckim Stage One Studio ze znanym realizatorem Andym Classen'em. Jak doszło do nawiązania tej współpracy? Czemu nie zdecydowaliście się na żadne z polskich miejsc?

Chcieliśmy uciec od typowo polskiego brzmienia. Nie oznacza to, że jest ono złe, wręcz przeciwnie. Cieszy fakt, że jest ono coraz bardziej rozpoznawalne poza granicami naszego Kraju, jednak wraz z „Diabolicanos” chcieliśmy pokazać światu inne oblicze DEVILISH IMPRESSIONS, oblicze, do którego niekoniecznie pasowałby ostateczny szlif dźwięku nadany w którymś z polskich studio nagrań. Każdy zna przynajmniej kilka płyt, jakie wyprodukował Classen i to była wystarczająca rekomendacja, by właśnie z nim nawiązać współpracę. Andy’emu bardzo przypadł do gustu nasz materiał nie było więc problemu we wzajemnej komunikacji odnośnie finalnego brzmienia tegoż.

Na „Diabolicanos – Act III: Armageddon” przygotowaliście trochę niespodzianek. Zaprosiliście też kilku gości, którzy wzięli udział w nagrywaniu nowej płyty, min Cezara i Szymona Czecha. Czym kierowaliście się zapraszając te uznane dla polskiej sceny osobistości? Cezar chyba też ostatnio nie rezyduje w Polsce?

Twórczość CHRIST AGONY, szczególnie z jego pierwszych albumów swego czasu stanowiła dla mnie jedno z największych, najważniejszych źródeł inspiracji, wybór osoby Cezara na stanowisko gościa specjalnego „Diabolicanos” był zatem nieomal oczywisty. Jak wiesz, zaśpiewał on w dwóch kawałkach i efekt jest – nie tylko już dla nas – powalający. Cezar napisał też tekst do utworu zamykającego płytę – „Mass for the Dead”. Zawsze podobał mi się sposób, w jaki spisywał swe przemyślenia, pomyśleliśmy zatem, że najlepszym rozwiązaniem będzie, jeśli w utworze, w którym zaśpiewać ma główne linie znajdzie się też jego tekst.

Zaproszenie Szymona z NYIA do pozostawienia swego piętna na „Diabolicanos” to już zupełnie odrębna kwestia. Po tym, jak spędziliśmy ze sobą tak dużo czasu bardzo się do siebie zbliżyliśmy (oczywiście nie tak bardzo, jak mogłyby sugerować luźno wypowiedziane tu słowa – ha ha), poza tym w trakcie sesji Szymon zaprezentował nam sporo muzyki, jaką napisał na potrzeby różnych swoich projektów i stwierdziliśmy, że ten właśnie, pokręcony, inteligenty i na swój sposób bardzo unikalny styl gry na gitarze w połączeniu z określonym motywem „Tales of Babylon’s Whore” może dać piorunujący efekt. Cóż więcej mogę powiedzieć nad to, iż nie myliliśmy się…

Podobnie jak „Plurima Mortis Imago” najnowszą Waszą odsłonę wyda Conquer Records. Chyba specjalnie nie narzekacie na tę wytwórnię? Jako że polski oddział tego labelu już od jakiegoś czasu nie istnieje, chciałbym się dowiedzieć kto zajmie się dystrybucją „Diabolicanos – Act III: Armageddon” na terenie Polski?

Współpraca z Conquer Records do tej pory faktycznie układa się znakomicie. Obie strony, zespół i wytwórnia mocno pracują na sukces, jaki powoli, acz systematycznie niewątpliwie osiągamy. Najbardziej cieszy fakt wzajemnego zaufania, jakim się obdarzamy. Nie mniej istotny jest także fakt stałego kontaktu, bez tego bowiem nawet najwytrwalszych szlag trafić przecież może. Każda sprawa dotycząca działalności DEVILISH IMPRESSIONS jest na bieżąco dyskutowana, dzięki czemu nie musimy wciąż zastanawiać się nad rzeczami, jakie z upływem czasu tracą swoje znaczenie. Potencjał, jaki tkwi w zespole jest w naszym mniemaniu przez Conquer Records odpowiednio wykorzystywany, czego potwierdzeniem mogą być coraz liczniejsze koncerty, czy coraz dłuższe i bardziej prestiżowe trasy, na jakich się pojawiamy. Co do Polski to, tak, jak już wcześniej wspomniałem, bardzo zależy nam na tym, by znaleźć wytwórnię, która zajęłaby się naszymi sprawami także i na tutejszym rynku. Mam nadzieję, że i to w końcu się uda.

Niedawno rozpoczęliście zdjęcia do klipu „Har-Magedon” mającego promować nadchodzący album. Powiesz coś więcej o nim? Jakie wnioski wyciągnęliście z realizacji „SataniChaoSymphony”?

Klip do „Har-Magedon” promujący album „Diabolicanos” już wkrótce powinien ujrzeć światło dzienne, wolałbym zatem, by każdy indywidualnie ocenił jego zawartość. Mogę powiedzieć tylko, że powstał w oparciu o dość rozbudowany scenariusz, jaki napisałem wraz z Turquoissą, sfilmowany zaś został pod okiem Marcina Kiełbaszewskiego ze Studio X właśnie. Nie można tutaj porównywać tego obrazu do „SataniChaoSymphony” bowiem nawet pod względem budżetu, jaki przeznaczony został na nowy teledysk – dzieli je ogromna przepaść. Poprzedni został zrealizowany przy użyciu bardzo skromnych środków, mimo to w pewien sposób nadal oddaje ducha tego, co kryło się za ideą sfilmowanego utworu. Nowe video to przedsięwzięcie o wiele bardziej wymagające, w realizację którego zaangażowanych było kilkanaście osób. Podczas gdy „SataniChaoSymphony” powstał w przeciągu jednej nocy, tym razem na same zdjęcia potrzebowaliśmy trzech pełnych dni, m.in. ze względu na większą ilość planów i odległość do pokonania między nimi. Nie wiem, nie widzieliśmy jeszcze finalnej jego wersji, mam jednak nadzieję, że nie zawiedzie przede wszystkim naszych względem niego oczekiwań.

Teksty w DEVILISH IMPRESSIONS w większości napisane są przez Ciebie. Jakie nowe pokłady diabelskich impresji uzewnętrznisz na „Diabolicanos – Act III: Armageddon”?

Podeprę się tutaj wyjaśnieniem konceptu lirycznego „Diabolicanos”, jakie swego czasu pojawiło się na naszej stronie. Otóż, jak mniemam znakomita większość wie, kim byli „Dominikanie”? „Psy Boga” – oto najprostsze przetłumaczenie z łaciny… „Diabolicanos” jako słowo nie istnieje w żadnym języku; jest rodzajem symbolu, takim jak odwrócony krzyż, czy pentagram etc. Stworzyłem je jako odbicie mych wewnętrznych uczuć względem całego tego religijnego gówna, jakie otacza nas w dzisiejszych czasach. Koncept liryczny zbudowany został na bazie biblijnej „Księgi Apokalipsy” i przypisów z „Księgi Izajasza”.. Jest to oczywiście trochę inna wizja Armageddonu i jego następstw… Podczas pisania tekstów i układania partii wokalnych starałem się dostosować angielskie wersy do atmosfery łacińskich cytatów pojawiających się na albumie. „Diabolicanos” to odzwierciedlenie głosu sprzeciwu, opozycji przeciwko pruderyjności i fałszywej moralności; to Ci, którzy sprzeciwiają się dominacji nad ludzką wolą… Psy Diabła łaknące zemsty ze wszelkie bezeceństwa wyrządzone tym, którzy próbowali kroczyć własną ścieżką.

Jakiś czas temu zespół opuścił Starash, który był jednym z jego współzałożycieli. Czym podyktowana była jego decyzja? Miał jeszcze jakiś wkład w kompozycje na nowy materiał?

Starash, ze względu na swe obowiązki nie jest w stanie uczestniczyć w coraz bardziej aktywnym koncertowo życiu naszego tworu. Nadal utrzymujemy bliski kontakt, przez co w jakimś sensie pozostaje on takim niepisanym członkiem zespołu. Ponieważ przyjęty w szeregi DEVILISH IMPRESSIONS nowy basista Cultus, z uwagi na krótki okres jaki dzielił jego przyjęcie do czasu nagrania „Diabolicanos” – nie miał za bardzo czasu, by solidnie przygotować partie basu – obowiązek ten przejął na barki swe Starash. Jako gitarzysta stworzył naprawdę intrygujące, przemyślane partie. Światowego poziomu produkcja umożliwiła natomiast wyeksponowanie tego instrumentu tak, że jest on naprawdę dobrze słyszalny. Ciekawostką może być fakt, że nawet muzykom, którzy grają na basie od lat bardzo imponuje to, co Starash napisał na potrzeby nowych numerów DEVILISH IMPRESSIONS.

Dość sporo koncertujecie, trochę tych tras i festiwali do tej pory zagraliście. Jest taki koncert, który w szczególny sposób utkwił Ci w pamięci?

Faktycznie, biorąc pod uwagę niespecjalnie długi okres aktywności DEVILISH IMPRESSIONS jako pełnoprawnego zespołu, udało się nam zagrać już trochę tych koncertów. Czy jest taki, jaki szczególnie utkwił w mej pamięci? Hm, trudne pytanie, bo właściwie każda zagrana przez nas sztuka miała w sobie coś, co na zawsze pozostanie w naszej pamięci. Nie wiem, takie chwile, jak ta, kiedy graliśmy w Londynie podczas trasy z AETERNUS, gdy wszyscy jego członkowie oraz muzycy pozostałych kapel spontanicznie weszli do nas na scenę, by wspólnie odśpiewać cover EMPEROR’a „Inno a Satana”? Wiesz, to są persony, jakie pojawiały się w szeregach tak uznanych na świecie kapel, jak IMMORTAL, GORGOROTH, HELHEIM, GEHENNA i wiele, wiele innych i nagle są obok Ciebie, by w ten sposób dać wyraz szacunku, jakim obdarzają młody, praktycznie mało jeszcze wtedy znany zespół. To naprawdę niesamowite! Albo, jak podczas ostatniej naszej trasy, kiedy na koncercie wśród szalejącego tłumu widzisz kilkuletniego dzieciaka na barkach swego ojca, który w pewnym momencie wrzuca Ci tego dzieciaka do fosy i widzisz w oczach obojga coś, co przypomina Ci o tym, że wszyscy, bez względu na wiek, bez względu na to, czy stoimy na scenie, czy pod nią, jesteśmy tymi samymi fanami metalu, błędnymi rycerzami jednoczącymi się poprzez dźwięki w tym samym uniesieniu, tej samej euforii, z jaką każde z nas podziwiało i wciąż podziwia inne zespoły… To tak naprawdę taki temat-rzeka, który można spokojnie potraktować jako odrębny socjologiczny fenomen. Koncerty są piękne. Nic tak nie daje kopa, jak widok tych właśnie maniacs nakręcających Cię do jeszcze bardziej wytężonego wysiłku. W moim odczuciu to największa nagroda, jaka spotyka każdy traktujący poważnie swą działalność zespół!

Z początkiem roku premiera „Diabolicanos – Act III: Armageddon”. Jeszcze w grudniu czeka Was trasa po Ukrainie. Napięty macie grafik he he? Macie już jakieś plany na przyszły rok?

Trasa ta już za nami, Ukraina chyba już w pełni zdobyta Co do dalszych planów zespołu to już w lutym ruszamy w prawie miesięczną europejska trasę u boku BEHEMOTH, później kilka sztuk w ramach objazdowego festiwalu Wacken Road Show wraz z OVERKILL, SAMAEL, TRISTANIA i ENSLAVED (Mińsk, Kijów, prawdopodobnie też St.Petersburg i Moskwa), po czym powrót na Zachód, a konkretnie do Anglii i Irlandii, gdzie występować będziemy jako bezpośredni support przed DISMEMBER. A to jeszcze nie wszystko

Dzięki wielkie Quazarre za ten wywiad. Życzę dalszych sukcesów i do zobaczenia być może w Londynie na jakimś Waszym gigu.

Tak się składa, że nasze plany obejmują dwukrotny najazd na Londyn w przeciągu zaledwie dwóch miesięcy, okazja do spotkania na pewno się zatem nadarzy. Wielkie dzięki za ciekawe pytania i możliwość zaprezentowania się czytelnikom Metal Centre. Szukajcie „Diabolicanos”, bo naprawdę warto!!! Psy Diabła znów są na polowaniu…

www.myspace.com/devilishimpressions
www.devilish-impressions.com

Zdjęcia pochodzą z oficjalnej strony zespołu DEVILISH IMPRESSIONS


Powrót do góry